Milicjanci w marynarskich mundurach

Byli jedną z najciekawszych polskich formacji porządkowych, jakie tuż po zakończeniu II wojny światowej utworzono na Wybrzeżu. Warto wspomnieć, iż Kołobrzeska Milicja Morska przybyła nad ujście Parsęty z Poznania.

Utworzenie formacji strzegących porządku oraz, co należy podkreślić, nadzorujących wraz z Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego sytuację polityczną na Ziemi Kołobrzeskiej, stało się jednym z podstawowych zadań postawionych przed polską administracją. W maju 1945 r. w Karlinie powstała Komenda Powiatowa Milicji Obywatelskiej z chorążym Zygmuntem Olenderkiem na czele. Rdzeń jej pierwszego składu stanowili milicjanci 5. kompanii batalionu zapasowego MO z Poznania. Z czasem liczba funkcjonariuszy przekroczyła 200 osób. W obliczu zbliżających się wyborów do sejmu ustawodawczego, zaplanowanych na rok 1947, oraz poprzedzającego je referendum „3 x Tak”, kołobrzesko-karlińskim milicjantom potrzebne było wsparcie. W związku z tym nad Parsętą powołano  do służby kolejne oddziały.

Morska Milicja Obywatelska była jednym z najciekawszych rodzajów służb, jakie powstały w Polsce w latach czterdziestych XX w. Jej początki sięgają wiosny 1945 r., kiedy to w Szczecinie utworzony został Batalion Morski MO. Pierwszą siedzibą jego sztabu był posterunek nieopodal Wałów Chrobrego. Funkcjonariusze-marynarze, w tym także część, która później oddelegowana została do Kołobrzegu, zabezpieczali m.in. wizytę prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego, Stanisława Mikołajczyka, w stolicy dzisiejszego województwa zachodniopomorskiego.

Na początku następnego roku zapadła decyzja wsparcia dotychczasowych oddziałów milicji w powiecie kołobrzesko-karlińskim sekcją morską, zależną bezpośrednio od komendantury w Szczecinie. 25 lutego nad ujście Parsęty przybyła pierwsza grupa funkcjonariuszy. Kilka tygodni później IV Komisariat Morski Milicji Obywatelskiej, bo taką oficjalną nazwę otrzymała placówka, zaczął w pełni działać. Początkowo do dyspozycji grupy, którą kierował przedwojenny policjant Stanisław Pawelec, oddano jeden z budynków przy Placu Ratuszowym, jednak ostatecznie zajęła ona, murowany z czerwonej cegły, gmach przy dzisiejszej ul. Szpitalnej. Warto zaznaczyć, że szef posterunku, używający pseudonimu „Płachta”, w dwudziestoleciu międzywojennym służący także jako podoficer zawodowy w słynnym 1. pułku szwoleżerów oraz 3. pułku artylerii lekkiej, niemal od początku nie krył niechęci do wprowadzanego w Polsce na radzieckich bagnetach ustroju. Swych podkomendnych, spośród których przeważająca część posiadała legitymacje Polskiej Partii Robotniczej, potrafił zjednać głównie dzięki cechom przywódczym. Nie uchroniło go to jednak przed wydaleniem z resortu spraw wewnętrznych, po niespełna pół roku pracy. Oficjalną tego przyczyną było „niemoralne prowadzenie się”. Dziś wiadomo, że z donosami przeciw komendantowi, adresowanymi do regionalnej komórki PPR, wystąpiło kilkadziesiąt osób, nie tylko kolegów Pawelca z MO, ale i polskich osadników.

Obsada komisariatu złożona była z 38 funkcjonariuszy, podzielonych na 3 drużyny. Pierwszą dowodził Stanisław Wądołowski, kolejnymi: Stanisław Staniszewski i Jerzego Jaśniewicz. Głównym zadaniem IV Komisariatu Morskiego stało się wspomaganie komendy powiatowej MO w typowych działaniach związanych z utrzymaniem porządku w mieście. Oprócz tego milicjanci-marynarze poszukiwali poniemieckich składów broni, odsyłając znaleziony oręż do Komendy Wojewódzkiej w Szczecinie. Brali także udział w zwalczaniu band szabrowników oraz radzieckich maruderów. W czasie jednej z takich akcji, przeprowadzonych 15 sierpnia 1946 r., postrzelony z broni automatycznej zginął funkcjonariusz Kazimierz Szewczyk. Ważnym elementem służby stały się także pogadanki propagandowe organizowane z myślą o pierwszej polskiej społeczności Kołobrzegu. Angażowano się ponadto w akcję odgruzowywania miasta oraz gromadzenia cegieł do odbudowy Warszawy.

Ciekawe obrazy, dotyczące życia obsady opisywanej placówki, kreślił kilka dekad po zakończeniu II wojny światowej jej członek, późniejszy pułkownik MO i zastępca komendanta wojewódzkiego milicji w Rzeszowie, Bronisław Galant: „Stołówkę mieliśmy bardzo ubogą. Dania w niej jeszcze uboższe. Mięso było rarytasem. Zwykle podawano ryby, a w szczególności śledzie: opiekane, smażone, wędzone. Najgorsze były te odsalane, otaczane w mące i opiekane na oleju, podawane z ziemniakami, a często z kaszą polewaną tym zawiesistym tłuszczem. Ryby świeże bywały rzadko”. W związku z trudnym do zaakceptowania jadłospisem, od czerwca 1946 r. milicjanci-marynarze próbowali samodzielnie się zaopatrywać, przede wszystkim w ryby. Do połowów w morzu używano, znalezionych w dużych ilościach, poniemieckich bomb głębinowych, a na Parsęcie – talerzowych min przeciwpancernych.

Podkomendnych Stanisława Pawelca na ulicach Kołobrzegu można było bardzo łatwo rozpoznać. Ich regulaminowe umundurowanie tworzyły okrągłe czapki, granatowe albo białe bluzy lub kurtki rybackie oraz białe, marynarskie spodnie. Cytowany już Bronisław Galant wspominał: „Budziliśmy respekt i zainteresowanie, w tym i u dziewcząt, a pierwsi knajpiarze z większym zaufaniem stawiali nam na kredyt”. Uzbrojenie stanowiła przede wszystkim rozmaitego pochodzenia broń krótka.

IV Komisariat Morskiej Milicji Obywatelskiej zlikwidowano krótko po wyborach do sejmu ustawodawczego, latem 1947 r. Część funkcjonariuszy z powrotem trafiła do Szczecina, inni zasilili komendę miejską MO w Kołobrzegu albo posterunki w innych miejscowościach powiatu. Kilku członków kołobrzeskiej drużyny marynarskiej zrobiło karierę nie tylko milicyjną, ale i polityczną. Jako przykład można podać Józefa Wiecha, który dowodził później posterunkiem kolejowym MO w Szczecinku oraz Zbigniewa Klonowskiego, który zasiadł w fotelu sekretarza komitetu miejskiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Kłodzku.