Ku pamięci i przestrodze – Inscenizacje batalistyczne „Bój o Kołobrzeg”

Uczestniczy w przygotowaniach i realizacji widowisk historycznych z okazji kolejnych rocznic zakończenia walk o Kołobrzeg od 2010 r. Współtworzy bitewne scenariusze, dba o przygotowanie rekonstruktorów i dobór odpowiednich, historycznych pojazdów wojskowych. O sztandarowym dla Muzeum Oręża Polskiego wydarzeniu promującym najnowszą historię militarną – „Boju o Kołobrzeg” rozmawiamy z historykiem i muzealnikiem – dr. Łukaszem Gładysiakiem.

Skąd pomysł, by rocznice kołobrzeskich bitew uczcić w formie widowisk batalistycznych?

Odtwórstwo historyczne, popularnie zwane rekonstrukcją, jako sposób na przybliżanie historii z powodzeniem wykorzystywane jest w Polsce od kilkunastu lat. Mówiąc wprost, to jakby przenoszenie kina wojennego na deski teatralne, przy czym sceną pozostają plenery miejskie lub inne lokalizacje w otwartej przestrzeni. Biorąc pod uwagę jak wiele osób każdorazowo bierze udział w tego typu przedsięwzięciach, zarówno jako aktorzy inscenizacji, jak i widzowie, to warto było wypróbować tę metodę w Kołobrzegu.

Pierwsza inscenizacja z cyklu „Bój o Kołobrzeg” miała miejsce dokładnie dekadę temu.

To prawda, premierowa edycja odbyła się w marcu 2009 r. z inicjatywy Muzeum Oręża Polskiego. Miejscem starć rekonstruktorów była ulica Towarowa oraz port pasażerski. Jako tło wykorzystano wówczas, dziś już nieistniejącą, zabudowę dzielnicy portowej. Na „placu boju” pojawiły się muzealne pojazdy, między innymi działo samobieżne SU-57. W kolejnym roku, gdy, tak jak u schyłku II wojny światowej, na ulicach miasta można było zobaczyć gąsienicowe SU-76 z białym orłem na pancerzu, polem bitwy stał się teren Parku im. Stefana Żeromskiego. Od 2017 r. główne działania prowadzone są na plaży tuż obok molo. W ten sposób odnosimy się do rzeczywistych, ostatnich epizodów bitwy o miasto, kiedy to za plecami załogi Festung Kolberg pozostawał tylko Bałtyk.

W tamtym okresie była to jedna z największych inscenizacji historycznych w Polsce.

Zdecydowanie. Uczestniczyła w niej ponad setka odtwórców. Warto zaznaczyć, że aktualnie „Bój o Kołobrzeg” znajduje się w czołówce wydarzeń tego rodzaju. W 2018 r. i 2019 r. udział w nim wzięło przeszło trzystu pasjonatów w historycznych mundurach.

Niemieckich, radzieckich oraz polskich...

Przede wszystkim 1. Armii Wojska Polskiego. Od samego początku położono nacisk, by to właśnie charakterystyczne dla kołobrzeskiej bitwy płaszcze oraz rogatywki z orłami dominowały. „Bój o Kołobrzeg”, poza swoim widowiskowym i edukacyjnym charakterem, to hołd złożony rzeczywistym uczestnikom walk toczonych w marcu 1945 r. Cały czas to podkreślamy. Ubrani w repliki polskich mundurów z końcówki II wojny światowej rekonstruktorzy włączają się również do pozostałych części obchodów rocznicowych w mieście i regionie.

Czy kombatanci przyglądają się inscenizacji?

Jak najbardziej, chociaż niestety, z oczywistych względów, co roku jest ich coraz mniej. Prawdziwi uczestnicy walk o Kołobrzeg, weterani 1. Armii Wojska Polskiego, nie tylko są naszymi głównymi recenzentami, ale także włączają się w widowisko. Najbardziej wzruszający moment z ich udziałem to scena symbolicznych zaślubin z Bałtykiem – zanurzenia biało-czerwonej flagi w falach. Kombatanci maszerują wówczas szpalerem salutujących odtwórców ku brzegowi morza, ramię w ramię z delegacją rekonstrukcyjną.

Co przyciąga rekonstruktorów nad ujście Parsęty?

Stoczona w marcu 1945 r. bitwa o Kołobrzeg była największą miejską batalią z udziałem żołnierza Wojska Polskiego na Wschodzie. Skala zniszczeń w mieście była potężna, straty ludzkie również. Walki w symboliczny sposób kończyły podnoszony w propagandzie „Szlak Bolesława Krzywoustego”, podkreślając jednocześnie dążenie Polski do szerokiego dostępu do Bałtyku. Wszystko to sprawia, że mimo upływu ponad 70 lat, kolejne pokolenia osób zainteresowanych rodzimą historią wojskową zgłębia epizody bitwy z wypiekami na twarzy. Poza tym samo miasto i jego dzieje jako całość fascynują. Dodatkowy walor to rzecz jasna atut w postaci morza – dla wielu uczestników inscenizacji, zwłaszcza tych z głębi Polski, Bałtyk to przysłowiowa „kropka nad i”.

Jak na obecność mundurowych reagują mieszkańcy i goście?

Zwracamy uwagę by, poza miejscem kwaterunku oraz inscenizacji, rekonstruktorzy występowali wyłącznie w umundurowaniu 1. Armii Wojska Polskiego. Podyktowane jest to z jednej strony obowiązującymi przepisami, dotyczącymi propagowania symboliki totalitarnej: niemieckiej oraz radzieckiej, z drugiej – pewnego rodzaju wyczuciem sytuacji. Przeważająca część osób napotykanych przez odtwórców na kołobrzeskich ulicach odnosi się do nas bardzo pozytywnie. Warto podkreślić, że obecność pasjonatów wykorzystujemy też w szeroko rozumianej edukacji dzieci i młodzieży. Tradycją „Boju o Kołobrzeg” stały się organizowane w ramach obchodów rocznicowych, w Pałacu Braunschweigów – głównej siedzibie MOP, bezpłatne zajęcia historyczne – warsztaty dla szkół.

Dodatkowy atut działań rekonstrukcyjnych to pojazdy militarne.

To prawda, przeważająca część z nich to egzemplarze oryginalne, rzeczywiście wykorzystywane w czasie II wojny światowej. W czasie inscenizacji oglądaliśmy do tej pory na przykład czołg T-34/85, transportery opancerzone Hanomag Sd.Kfz. 251, szeroką gamę artylerii ze słynną, niemiecką „Acht Komma Acht”, czyli działem kalibru 88 mm, samochody terenowe czy motocykle. W tegorocznym przedsięwzięciu pojazdów na plaży było ponad dwadzieścia. Park maszynowy komponowany jest tak, by prezentowane wozy bojowe odpowiadały rzeczywistości roku 1945 w Kołobrzegu.

Czy czeka nas kolejna edycja „Boju o Kołobrzeg”?

W imieniu całego grona organizatorów odpowiem, że bardzo byśmy tego chcieli. W 2020 r. minie 75 lat od zakończenia walk o miasto oraz zaślubin 1. i 2. Armii Wojska Polskiego z Bałtykiem. Z wielu kierunków docierają do nas informacje o zapotrzebowaniu na duże przedsięwzięcie rekonstrukcyjne. Wstępny plan zakłada, by poza samą inscenizacją, rozszerzyć część edukacyjną oraz przygotować elementy dodatkowe, takie jak na przykład gra miejska. Wyzwanie jest duże, ale jesteśmy gotowi je podjąć.